Jeśli nie wydawnictwo, to co?
Aby wyjaśnić zjawisko samopublikowania, należy wyróżnić dwie podstawowe ścieżki, które może obrać debiutant. Są to: tradycyjna publikacja w wydawnictwie oraz omawiany self-publishing właśnie, pod parasolem którego można znaleźć najróżniejsze formy publikowania własnym nakładem, kiedy to autor jest swoim własnym wydawcą.
„Self-pub”
Ten typ wydawania książek upowszechnił się przede wszystkim za sprawą Amazona, przodującego w ofertach self-pub. Samopublikowanie istniało już jednak znacznie, znacznie wcześniej. Korzystali z niego Mark Twain, Jane Austen czy Edgar Allan Poe, a na naszym polskim poletku, ze wszystkimi swoimi dziełami self-publishing praktykował nie kto inny, jak sam Juliusz Słowacki! Wśród współczesnych autorów samopublikujących znaleźć można za to chociażby Andy'ego Weira, autora „Marsjanina”. W Polsce własnym sumptem wydana została np. książka „Historia tysiąca lęków” Tomasza Kozłowskiego, który w grudniu udzielił wywiadu Akademii Zarządzania i Rozwoju, w ramach serii spotkań na Facebooku.
Opinie o self-pubie często niesłusznie łączą tę praktykę z gorszą jakością tekstów i grafomanią. Tymczasem raport Hugh Howey'a (autora serii „Wool”) z 2013 r. wykazuje m.in., że teksty wydawane własnym sumptem cieszą się wyższymi ocenami i bardziej przychylnymi opiniami czytelników niż te z tradycyjnych wydawnictw, a także decydujący się na samopublikowanie autorzy zarabiają aż do 50% więcej. Warto wspomnieć o tym, że od kwietnia 2014 roku jeden z najbardziej rozpoznawalnych dzienników brytyjskich „The Guardian” wyróżnia co miesiąc anglojęzyczne tytuły opublikowane niezależnie od wydawców. Samowydawanie ma więc swoje plusy, ale także kilka minusów, o których za chwilę.
Formy self-publishingu
Samopublikowanie można podzielić na kilka wariantów. Pierwszym jest pełne samopublikowanie, zakładające ponoszenie wszelkich kosztów przez pisarza. Oznacza to wzięcie na swoje barki druku, ale także promocji publikacji i całego mechanizmu sprzedaży. Pomimo że autor ma wtedy nad całym procesem władzę „od a do z”, jest to rodzaj samopublikowania najbardziej ryzykowny, mozolny, a także najbardziej kosztowny.
Przyjęcie na siebie wszystkich ról naraz dla niejednego okazuje się zbyt wielkim ciężarem: dla takich osób idealne będzie samopublikowanie częściowe, oferowane przez zajmujące się self-pubem instytucje. W Polsce są to m.in. Simple Publishing, Ridero, RW2010, wbookpoint.pl i wiele innych. W przypadku self-publishingu autor zostaje częściowo odciążony przez usługodawcę z części procesów, takich jak np. korekta i dystrybucja. Jak przeczytać można na Rozpisani.pl: „Autorzy mają dostęp do wyspecjalizowanych podwykonawców, mogą zlecać fachowcom korektę, redakcję, tłumaczenia, opracowanie graficzne, skład, druk czy konwersję gotowych plików do formatów ebooka. Wiele firm oferuje przystępne ceny i dobre strategie marketingowe, które pomagają autorom w realizacji planów wydawniczych i sprzedażowych”.
Vanity publishing – nie warto
Oddzielnym rodzajem self-pubu jest tak zwany „vanity publishing” (ang. Vanity – próżność), w którym materiały, jakie wydawnictwo dopuszcza do druku, nie są w żaden sposób poddawane selekcji. W skład procesu wydawniczego wchodzi skład, projekt graficzny i druk publikacji, a wszystkie koszty pokrywa autor. Tego typu wydawcy nie zajmują się promocją tekstów, a ich polityka wydawnicza jest krytykowana za swoją niedokładność czy wprost za mamienie autorów, których teksty nie spełniają po usługach tego typu self-pubu kryteriów merytoryczno-jakościowych. Vanity publishing jest odradzany pisarzom ze względu na powszechne niezadowolenie z końcowych efektów procesu wydawniczego.
Kto najczęściej korzysta z self-publishingu?
Samopublikowanie powszechne jest wśród twórców internetowych, np: członków blogosfery i podcasterów. Jak czytamy na portalu goldenmark: „Self publishing wydaje się być idealnym rozwiązaniem dla tych, którzy od pewnego czasu funkcjonują jako bloger-ekspert i chcą zmonetyzować zgromadzony potencjał inaczej niż poprzez reklamę internetową. Niedojrzałość rynku mimo wszystko w tym przypadku przemawia na ich korzyść”.
Mimo tego, self-publishingu dokonać mogą wszyscy, niezależnie od gatunku, w jakim tworzą! Poeci, artyści, twórcy poradników, opowiadań czy powieści. Inaczej niż w tradycyjnym wydawnictwie, wcześniejsze doświadczenie autora nie jest brane pod uwagę, co pozwala na znacznie szybsze rozpoczęcie procesu wydawniczego i zupełnie eliminuje żmudne i znane niejednemu domorosłemu pisarzowi mozolne poszukiwania wydawcy, który zgodziłby się zaryzykować i przyjąć nieznanego wcześniej autora pod swoje skrzydła. Między innymi o takich doświadczeniach na początku swojej pisarskiej drogi, jak również o tym, czym różni się praca pisarza i scenarzysty, opowiadała w wywiadzie dla AZiR królowa polskiego kryminału – Katarzyna Bonda. Plusem samopublikowania jest to, że pisarz ma kontrolę nad całą drogą prowadzącą do wydania książki, gdyż to autor posiada wszystkie prawa do niej.
Dzięki temu self-pub popularny jest zwłaszcza wśród młodych twórców niezależnych bez wcześniejszych publikacji, a także tych, którzy wolą oszczędzić sobie nerwów: najpierw z poszukiwaniem wydawcy, odrzuceniem, a potem z ingerencją w swój tekst i dzieleniem się prawami autorskimi. To również wybór autorów po debiucie, który nie okazał się bestsellerem.
Czy wydawnictwo zainteresuje się naszą twórczością?
Jak rozpocząć przygodę z pisaniem książek? Warto posłuchać rozmowy z Katarzyną Bondą, która kilka lat czekała, aż jej pierwsza książka zostanie wydana. O problemach ze znalezieniem wydawcy wielokrotnie w wywiadach opowiadała też J. K. Rowling. Autorka serii o Harrym Potterze wysłała rękopis trzech pierwszych rozdziałów powieści do agenta literackiego, który od razu go odrzucił. Kolejny agent przez rok poszukiwał wydawnictwa chętnego wydać „Harrego Pottera”. Książkę odrzuciło aż 12 kolejnych wydawnictw! Dopiero Bloomsbury Publishing zaoferowało autorce 2500 funtów zaliczki za publikację powieści. Prezesa wydawnictwa do wydania „Harry’ego Pottera i Kamienia Filozoficznego” przekonała jego ośmioletnia córka, zachwycona przeczytanym fragmentem. Autorka jednak została poproszona o publikację pod pseudonimem, ponieważ wydawca nie wierzył, że książka napisana przez kobietę może cieszyć się większym zainteresowaniem. Jak bardzo się mylił!
Opr. JD
Źródła: goldenmark.com, pogotowiewydawnicze.pl, maszynadopisania.pl, rozpisani.pl, kultura20.blog.polityka.pl










