Dużo się ostatnio mówi o szansach polskich firm na zyskanie kontraktów dotyczących odbudowy Ukrainy. W tym kontekście słychać głosy, że Ukraina nie jest aż takim El Dorado jak niektórzy malują, zważywszy na poziom korupcji i mafijnego bezhołowia administracji. Te zjawiska faktycznie występują w skali niewyobrażalnej w dzisiejszej Polsce.
Tu jednak można przytoczyć słynne hasło Jordana Petersona, znanego kanadyjskiego psychologa: „Zanim zaczniesz krytykować świat, posprzątaj swój pokój”. Bo my od lat nieustająco mielimy te same tematy dotyczące barier utrudniających rozwój. Ich usuwanie przypomina żłobienie łyżeczką w murze w nadziei, że się przez niego przebijemy.
Raport o barierach dla inwestycji infrastrukturalnych
Przypomina o tym właśnie Instytut Staszica, niezależny think tank, we wspomnianym najnowszym raporcie pt. „Przeszkody w rozwoju kluczowych inwestycji infrastrukturalnych w Polsce (kolejowych i drogowych)”.
Instytut już na początku alarmuje, że skala planowanych projektów kolejowych, drogowych, energetycznych i strategicznych może przekroczyć możliwości krajowego rynku wykonawczego. Autorzy raportu wskazują, że skuteczna realizacja inwestycji o wartości przekraczającej 400 mld zł będzie możliwa wyłącznie pod warunkiem ograniczenia najważniejszych barier systemowych.
Wśród nich eksperci wymieniają przede wszystkim trzy kwestie: niedostosowany model waloryzacji kontraktów publicznych, pogłębiający się kryzys demograficzny oraz przewlekłość procedur administracyjnych i odwoławczych.
Kryzysu demograficznego nie da się zażegnać prostym dekretowaniem, ale model kontraktów publicznych oraz przewlekłość procedur już bardziej zależą od woli politycznej. Jednak tutaj z kolei przypominają się słowa Thomasa Sowella, amerykańskiego ekonomisty i myśliciela: „Nigdy nie zrozumiesz biurokracji, dopóki nie pojmiesz, że dla biurokraty procedura jest wszystkim, a rezultat jest niczym”.
Napięcie między biznesem a administracją jest zresztą nawet dość naturalne, bo za coś innego rozliczany jest menedżer, a za coś innego urzędnik, który ma na karku przełożonych, ci z kolei swoich przełożonych, no i procedury.
Waloryzacja kontraktów i rosnące koszty
Tylko że w końcu trzeba popychać sprawy w jakimś bardziej przyzwoitym tempie, bo czas ucieka. Instytut Staszica przypomina, że po pandemii COVID-19 i wybuchu wojny na Ukrainie rynek budowlany został dotknięty gwałtownym wzrostem cen materiałów, energii i pracy.
Zdaniem autorów raportu obecny limit waloryzacji na poziomie 10 proc. nie odpowiada realiom gospodarczym ostatnich lat. Branża sygnalizuje, że mechanizmy waloryzacyjne nie odzwierciedlają rzeczywistych zmian kosztów realizacji inwestycji.
Raport przypomina, w oparciu o źródła, że w 2024 r. koszty samej robocizny wzrosły o 12,06 proc., a koszty pośrednie o 9,38 proc.
Według Instytutu utrzymywanie obecnego modelu może prowadzić do ograniczania aktywności przetargowej przez firmy, wzrostu kosztów ofert oraz dalszego pogarszania kondycji rynku infrastrukturalnego.
Problem przewlekłych procedur
Istotną część raportu poświęcono również problemowi przewlekłości postępowań oraz funkcjonowaniu systemu odwołań w zamówieniach publicznych. Instytut wskazuje, że procedury odwoławcze bywają wykorzystywane instrumentalnie jako element walki konkurencyjnej pomiędzy uczestnikami rynku.
Zdaniem ekspertów skutkiem są opóźnienia w podpisywaniu umów, destabilizacja harmonogramów inwestycyjnych oraz wzrost kosztów realizacji projektów infrastrukturalnych.
W raporcie podkreślono również potrzebę usprawnienia pracy Krajowej Izby Odwoławczej, ograniczenia możliwości instrumentalnego wykorzystywania odwołań oraz przyspieszenia procedur dla strategicznych inwestycji infrastrukturalnych.
Autorzy raportu podkreślają, że od skuteczności działań podejmowanych w najbliższych latach zależeć będzie nie tylko tempo rozwoju infrastruktury, ale również długoterminowa konkurencyjność i odporność polskiej gospodarki.
Te same problemy wracają od lat
Tylko że te oraz pokrewne kwestie, jak choćby local content, są wałkowane podczas kolejnych wydarzeń gospodarczych. I przyznajmy, coś się czasem zmienia na plus, coś tam drgnie, coś się wytarguje. Bo było podnoszenie po dyskusjach progu waloryzacji. Lecz to nie są wielkie systemowe rozwiązania, więc tematy sprawnego zarządzania programami infrastrukturalnymi mieli się na okrągło.
Zilustrujmy to krótkimi fragmentami kilku wypowiedzi, wygłoszonymi podczas dwóch debat. Z dyskusji pt. „Wielkie programy infrastrukturalne”, która odbyła się w kwietniu br. podczas katowickiego EKG, wynika, że na rozwój infrastruktury transportowej są ogromne pieniądze i są firmy przygotowane do ich zainwestowania. Ale ich efektywne wykorzystanie wymaga ścisłej współpracy między administracją publiczną, politykami oraz firmami, które na co dzień ze sobą często konkurują.
Głos uczestników debaty EKG
Bardzo mocno w dyskusji podkreślał to Wojciech Trojanowski, członek zarządu Strabag Polska. Realizacja tych inwestycji może przełożyć się na poprawę jakości życia w Polsce, zwiększenie atrakcyjności inwestycyjnej kraju oraz wzrost konkurencyjności gospodarki. Jednak kluczowe jest przemyślane wykorzystanie dostępnych środków – nie tylko ich wydanie, lecz także zapewnienie trwałości infrastruktury.
Marita Szustak, prezes zarządu Izby Gospodarczej Transportu Lądowego i prezes zarządu Track Tec Construction, wyraziła rozczarowanie kierunkiem dyskusji dotyczącej local content. Jej zdaniem jest to przejaw wojny polsko-polskiej i dyskusji „o procencie cukru w cukrze”. Kluczowe powinno być wykorzystanie potencjału firm działających w Polsce, ocenianych nie tylko przez pryzmat formalnych referencji, lecz realnych zasobów i kompetencji. Zamiast koncentrować się na samej definicji „local content”, należy tworzyć takie warunki przetargowe, które zapewnią równą i uczciwą konkurencję.
Jej zdaniem przyszłe centra logistyczne powinny być lokalizowane przede wszystkim przy bocznicach kolejowych jeszcze przed uzyskaniem decyzji lokalizacyjnych.
Artur Popko, prezes Budimeksu, wskazywał, że przy rosnącej skali inwestycji największym wyzwaniem staje się planowanie oraz przewidywalność procesów. Zwrócił uwagę na bariery administracyjne oraz niedoskonałości systemu odwołań w KIO, które wydłużają procedury przetargowe. Zaapelował o patrzenie na inwestycje przez pryzmat jakości i spójności – od projektu przez realizację po utrzymanie – co zdefiniował jako prawdziwy local content.
Deregulacja i strategiczne inwestycje
I już krótko. Także podczas EKG i także w kwietniu, ale ubiegłego roku, Wojciech Trojanowski stwierdził, że „cała gospodarka potrzebuje deregulacji, biurokracja w ostatnich latach wzrosła, a nie spadła”. Jak stwierdził, z powodu biurokracji firma odnotowuje łącznie aż 2 tys. dni opóźnienia w realizacji ośmiu kontraktów. „To powoduje, że koszty społeczne są zdecydowanie za duże, co rodzi też problem waloryzacji” – mówił prezes Trojanowski.
A prezes Artur Popko przypomniał, że Polska jest największym placem budowy w Europie. „Jednak pieniądz ma narodowość i powinniśmy mieć kontrolę nad postępowaniami strategicznymi”. Podał przykład Rail Baltica – budowanej linii kolejowej będącej elementem transeuropejskiego korytarza transportowego. „Tam do postępowania przetargowego miały możliwość przystąpić jedynie firmy z obszaru NATO” – mówił. I bardzo rzetelnie badano też potencjał wykonawców.
Warto podkreślić, że są to tylko fragmenty wypowiedzi wybranych osób, całe debaty były dużo bogatsze.
Typowo polska bezsiła?
Ostrzegający raport Instytutu Staszica i powielające różne postulaty debaty zdają się być wyrazem typowo polskiej bezsiły. Lecz można się pocieszyć, że napięcia między administracją a biznesem występują wszędzie. Pomińmy przykład Ukrainy, bo jest totalnie skrajny. Przytoczmy opinię amerykańskiego ekonomisty i noblisty Miltona Friedmana, bo nie wzięła się znikąd: „Gdyby powierzyć rządowi federalnemu zarządzanie Saharą, to po pięciu latach zabrakłoby tam piasku”.
Autor: Bogusław Mazur
Źródło: Salon24.pl










